Zakup używanego samochodu. Sztuczki i triki handlarzy. Na to uważaj

Bogusław Korzeniowski
Niniejszy materiał powstał po rozmowach z prywatnymi handlarzami i dużymi komisami, zajmującymi się odsprzedażą używanych modeli. Ich wskazania o tym „jak konkurencja oszukuje klientów”, pozwoliły na zebranie najważniejszych aspektów, które mogą być wykorzystane podczas sprzedaży auta.Fot. Bartosz Pudełko
Niniejszy materiał powstał po rozmowach z prywatnymi handlarzami i dużymi komisami, zajmującymi się odsprzedażą używanych modeli. Ich wskazania o tym „jak konkurencja oszukuje klientów”, pozwoliły na zebranie najważniejszych aspektów, które mogą być wykorzystane podczas sprzedaży auta.Fot. Bartosz Pudełko
Udostępnij:
Niniejszy materiał powstał po rozmowach z prywatnymi handlarzami i dużymi komisami, zajmującymi się odsprzedażą używanych modeli. Ich wskazania o tym „jak konkurencja oszukuje klientów”, pozwoliły na zebranie najważniejszych aspektów, które mogą być wykorzystane podczas sprzedaży auta.

Zanim jednak przekażemy te informacje, mamy pytanie: - Czy zastanawiali się Państwo dlaczego samochody oferowane przez prywatnych właścicieli wyglądają mniej atrakcyjnie, niż modele oferowane przez firmy zajmujące profesjonalnie się handlem używanymi samochodami?

Psychologowie sprzedaży zauważają, że większość osób „kupuje oczami”. Wykorzystują to m.in. sprzedawcy w marketach. Najszybciej zauważany jest towar umieszczony przy wejściu, oraz na półkach umieszczonych na wysokości oczu. Takie „specjalne miejsce” w hipermarkecie jest specjalnie wyceniane i producent, aby zaprezentować tam swe produkty, płaci więcej,
W przypadku osoby handlującej samochodami również jest kwestia usytuowania samochodu w eksponowanym miejscu, aby podkreślić walory i ukryć niedomagania. W tym wypadku ważniejsze jest jednak, aby klient „kupujący oczami” zachwycił się autem od pierwszego spojrzenia. Jak tego dokonać?

Oto kilka najczęstszych sztuczek stosowanych w handlu samochodami.

Zakup auta. Nieskazitelny Kolor

Niniejszy materiał powstał po rozmowach z prywatnymi handlarzami i dużymi komisami, zajmującymi się odsprzedażą używanych modeli. Ich wskazania o tym
Niniejszy materiał powstał po rozmowach z prywatnymi handlarzami i dużymi komisami, zajmującymi się odsprzedażą używanych modeli. Ich wskazania o tym „jak konkurencja oszukuje klientów”, pozwoliły na zebranie najważniejszych aspektów, które mogą być wykorzystane podczas sprzedaży auta.
Fot. Materiały prasowe

Bez względu na fakt ile samochód ma lat, lakier musi błyszczeć lepiej niż na nowym modelu w salonie. Operację tę można zrealizować środkiem nabłyszczającym typu Plastmal (opakowanie 450 ml ok. 20 zł). Preparat ten nie tylko nabłyszczy karoserię, ale wcierany w ognisko rdzy, pozostawi jedynie delikatny ślad gołej blachy, doskonale czyszcząc rdzawe zacieki i punkciki korozji.
Gorzej jeżeli jakiś element był lakierowany i jest różnica barwy spłowienia lakieru. Jednakże od czego „zmysł handlowca”.

Wystarczy tylko natrzeć powierzchnię jakąś tłustą mazią i wyblakły czerwony staje się ekspresją czerwieni, a co najważniejsze… nie ma ogromnych różnic odcieni na karoserii. Zazwyczaj tylko fachowiec (blacharz, lakiernik, handlarz), zauważy wtedy feler jakiegoś poszycia.

Najkorzystniej lakier ten natrzeć środkiem do nabłyszczania kokpitu (np. Plak – puszka 0,5 kg ok. 16 zł). Sprejem można delikatnie i dokładnie popryskać większe powierzchnie. Oczywiście naniesioną warstwę należy rozetrzeć, aby nie powstały smugi oleistej mazi.

Zakup auta. Wnętrze

Jeżeli klient „wyłowi już” ten najpiękniejszy model, który „używany był sporadycznie, co nawet widać po lakierze”, musi zapałać do niego sympatią i pożądaniem. W tym celu wnętrze jest wypachnione, wszystkie elementy plastikowe (także na drzwiach i poszyciach foteli), są natarte sprejem do kokpitu (nie tylko popryskane, ale popryskane i wytarte do sucha), a uszczelki w drzwiach lśnią czernią jak sierść czarnej pantery (wszystkie nabłyszczenia można dokonać sprejem do powierzchni wnętrza).

Tutaj jednak nawet osoba nie będąca fachowcem może zauważyć pewne niedociągnięcia. Zazwyczaj są to:

  • delikatnie postrzępione uszczelki drzwiowe (głównie w drzwiach kierowcy na progu, gdzie zahaczamy butem i na słupku, wskutek szarpania drzwiami przy różnych temperaturach);
  • porysowane plastiki;
  • brud obok zawiasów drzwi.

Bardzo często bowiem handlarze nie są zbyt pedantyczni i pozostawiają brudne ślady (m.in. w niewidocznych miejscach przy zawiasach drzwi i na odrzwiach), a ponadto uszkodzone i porysowane plastiki będą nadal uszkodzone, tylko wypucowane.

Także „wypachnione wnętrze” powinno zwrócić naszą uwagę. Delikatny zapach, pochodzący zazwyczaj od spreju do kokpitu, jest do przyjęcia, ale intensywna woń we wnętrzu sugeruje chęć ukrycia faktycznego zapachu wnętrza. Może to być np. przesiąknięta dymem papierosowym tapicerka foteli, pleśniejąca tapicerka, czy rozlane na podłodze we wnętrzu lub bagażniku paliwo, rozpuszczalnik, mleko itp.

Zakup auta. Opony

To element który jest fantastycznym przykładem, prezentującym jak złudne jest „kupowanie oczami”. Opisywany przykład „pielęgnacji opon” dotyczy zarówno podkreślenia walorów sprzedawanego samochodu, jak również jest powszechnie stosowany przez handlarzy używanych opon. W tym wypadku nie stosujemy już nabłyszczacza - chociaż często handlarze spryskują opony w stojących samochodach - ale czernidło do opon (koszt ok. 11 zł za puszkę 500 ml). Środek ten powoduje, że zmurszała guma - mająca białe krawędzie pęknięć- staje się czarna jak fabrycznie nowa. Oczywiście stan fizyczny opony nadal pretenduje ją na śmieci, ale „kupujący oczami klient” jest zachwycony. Warto przy tym podkreślić, że producenci opon zakładają pełną sprawność gumy na pięć lat.

Kolejny przekręt jaki można dokonać na oponach to… wizualna korekta bieżnia. Wystarczy tylko dokładnie wymyć oponę, wysuszyć i natrzeć czernidłem, aby wielkość bieżnika przestała być widoczna. Jeżeli do tego przejedziemy kołem po zakurzonej drodze, wówczas będziemy mieli zabrudzony styk bieżnika z drogą i … „głęboką czerń klocków opony”. Warto jednak zauważyć, że ta „czerń opony” tak samo wygląda gdy mamy klocki bieżnika 15 mm, jak również gdy mamy tylko 5 mm.
Zamiast zachwycać się wyglądem koła sprawdźmy punkt TWI na oponie i cała mistyfikacja szybko zostanie zauważona.

Zakup auta. Pedały i kierownica

To elementy które najciężej ukryć. Jeżeli samochód jeździł dużo, wówczas gumy na pedałach są uszkodzone, a kierownica jest „wyślizgana”. W przypadku kierownicy z tworzywa sztucznego można założyć sznurowaną skórzaną osłonę (koszt ok. 70-100 zł), ale w przypadku kierownicy skórzanej taka nakładka znacznie pogrubi wolant (oryginalna skórzana kierownica nie jest obszyciem tworzywa sztucznego, ale całkowicie integralną konstrukcją, zazwyczaj grubszą niż ta z tworzywa). Tak więc, gdy samochód ma przebieg 90 tys km, a ma „nową kierownicę” i nowe gumy na pedałach to powinno wzbudzić czujność. Najlepiej w tym przypadku porównać jak elementy te wyglądają w identycznych modelach z podobnym przebiegiem. Porównywanie różnych marek nie ma sensu, gdyż są to innej jakości tworzywa i inaczej ulegają zużyciu.

Zakup auta. Komora silnika

To hit sprzedaży, mający uwiarygodnić wysoką jakość samochodu i znajomość mechaniki kupującego. Aby ukryć wszelkie mankamenty wycieków oleju i ingerencji blacharza w komorze silnika, handlarze najpierw dokładnie myją pod ciśnieniem komorę, a po wyschnięciu używają dwóch preparatów: Nabłyszczacza na elementy gumowe i z tworzyw sztucznych, oraz Fluidol w kolorze miodowym (koszt spreju 500 ml to ok. 30 zł), którym pryskane są łączenia blach. Plak ma nabłyszczyć wszystkie czarne elementy i zwiększyć intensywność barw, a Fluidol jest potwierdzeniem „konserwacji”.

Po nałożeniu tych środków, szmatą (wcześniej wytytłaną w kurzu i pyle), należy zrobić kilka wstrząśnień i… postarzenie gotowe. Komora wygląda wówczas czysto i zachęcająco, a delikatne przykurzenie (szmata nie może być ubrudzona w piasku, bo są ziarenka, tylko w pyle, aby były drobiny kurzu), jest potwierdzeniem, że nie jest to „odpicowanie” na sprzedaż, ale naturalna eksploatacja.

Teraz tylko trzeba przekonać klienta, że w komorze nie ma żadnych wycieków, a on jako „fachowiec” widzi przecież stary brud (w rzeczywistości „brud technologiczny” z brudnej szmaty).

W ten sposób stary grat, ale odpowiednio przygotowany, zawsze będzie lepszy niż normalnie używany i normalnie eksploatowany pojazd.

Zakup auta. Mechanik prawdę Ci powie

Wszystko co powyżej opisano dotyczy wglądu samochodu. Co jednak z elementami mechanicznymi?

Opowieści o trocinach w skrzyni biegów, czy „łataniu zaślepki po wystrzelonej poduszce air bag” są już dzisiaj mitami lat minionych. Oczywiście możliwe jest, że jakiś „motoryzacyjny magik” chcąc oszukać kupującego zamaskuje wystrzeloną poduszkę, ale to musi być straszny dyletant.

Po pierwsze po podłączeniu do komputera testującego od razu wyjdzie nam problem z wystrzeloną poduszką, wadliwym zapłonem, czy uszkodzeniem ABS. Tym samym „motoryzacyjny magik” musi mieć pewność, że nie pojedziemy sprawdzić auta, gdyż wszystkie jego przekręty od razu zostaną odkryte.

Po drugie zaś, gdy sprawca umyślnie, działając w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, wprowadza drugą osobę w błąd i doprowadza ją do niekorzystnego rozporządzenia mieniem, można go oskarżyć o złamanie art. 286 kk.

Rezygnacja z wizyty w autoryzowanym serwisie oraz brak chęci wkraczania na drogę sądową, będzie powszechna jedynie w przypadku samochodów wiekowych i bardzo tanich. Stąd też, tylko tanie samochody są narażone na takie przekręty.

Jednakże również w przypadku zakupu taniego modelu warto podjechać do mechanika. Po przejechaniu normalnej ścieżki diagnostycznej możemy dowiedzieć się w jakim stanie są amortyzatory, końcówki drążków kierowniczych i wahaczy, jak działają hamulce, sprawdzić „od spodu” czy są widoczne wycieki oleju z silnika i skrzyni biegów, a także w jakim stanie są osłony przegubów homokinetycznych.

Takie ewentualne zauważenie uszkodzeń, pozwoli na posumowanie jakie koszty czekają nas w najbliższym czasie, czyli ile faktycznie będzie kosztował sprawny samochód.

Zakup auta. Używana hybryda

Niniejszy materiał powstał po rozmowach z prywatnymi handlarzami i dużymi komisami, zajmującymi się odsprzedażą używanych modeli. Ich wskazania o tym
Niniejszy materiał powstał po rozmowach z prywatnymi handlarzami i dużymi komisami, zajmującymi się odsprzedażą używanych modeli. Ich wskazania o tym „jak konkurencja oszukuje klientów”, pozwoliły na zebranie najważniejszych aspektów, które mogą być wykorzystane podczas sprzedaży auta.
Fot. Bogusław Korzeniowski

Na zakończenie skupimy się na modelach do niedawna nie znanych na rynku wtórnym – na hybrydach.

O ile sprawdzenie elementów zawieszenia oraz układu hamulcowego jest banalnie proste dla każdego mechanika, o tyle sprawdzenie układu hybrydowego jest już wyższym poziomem wtajemniczenia.

Z pytaniem odnośnie używanych hybryd zwróciliśmy się do szefa serwisu Toyota Romanowski Kraków/Lexus Kraków Macieja Firganka, który już dwadzieścia lat zajmuje się hybrydami. Oto jego rada:

Przegląd przed zakupem standardowych elementów, takich jak: układ hamulcowy czy zawieszenie przebiega tak jak w każdym samochodzie z napędem konwencjonalnym.
Przy zakupie samochodu hybrydowego najważniejszą informacją jaką powinniśmy otrzymać to informacja w jakiej kondycji jest układ hybrydowy i jego akumulatory. Autoryzowane Stacje Obsługi Toyoty posiadają dedykowane testery diagnostyczne z oryginalnym oprogramowaniem pozwalające przeprowadzić bardzo szczegółowy test układu hybrydowego (dotyczy tylko aut z rynku europejskiego, brak oprogramowania do testu aut z USA - autor).

Niniejszy materiał powstał po rozmowach z prywatnymi handlarzami i dużymi komisami, zajmującymi się odsprzedażą używanych modeli. Ich wskazania o tym
Niniejszy materiał powstał po rozmowach z prywatnymi handlarzami i dużymi komisami, zajmującymi się odsprzedażą używanych modeli. Ich wskazania o tym „jak konkurencja oszukuje klientów”, pozwoliły na zebranie najważniejszych aspektów, które mogą być wykorzystane podczas sprzedaży auta.
Fot. Bogusław Korzeniowski

Elementy poddane kontroli:

  • kontrola kodów usterek DTC – sprawdzenie w komputerze pokładowym czy nie zostały wykryte i zapisane usterki układu hybrydowego;
  • kontrola akumulatora hybrydowego – ten punkt jest rozbity na 4 składowe:
  • wewnętrzna rezystancja;
  • wewnętrzne napięcie;
  • kontrola zmian wartości;
  • temperatura akumulatora.
  • kontrola izolacji akumulatora – sprawdzenie izolacji pomiędzy poszczególnymi modułami akumulatora;
  • kontrola układu chłodzenia akumulatora hybrydowego - ten punkt ma 3 składowe:
  • sprawdzenie poprawności działania pompy w układzie chłodzenia;
  • weryfikacja prawidłowego działania wentylatora (przy tym punkcie sprawdzamy także stan filtra powietrza w układzie chłodzącym baterie hybrydową);
  • sprawdzenie prawidłowego poziomu płynu chłodniczego.

Jeżeli jedna ze składowych testu będzie miała wynik negatywny wtedy niezbędne jest usunięcie usterki, pojazd musi przejechać minimum 1000 km i musi być minimum 5 zimnych odpaleń. Po zrealizowaniu tych zaleceń, przeprowadzany jest ponowny test.

Wykonanie takiego testu z jednej strony upewnia nas o prawidłowym działaniu układu hybrydowego, ale najważniejszą rzeczą jest to iż wykonanie takiego testu daje nam gwarancje Toyoty na akumulator hybrydowy na kolejne 15 000 km lub rok w zależności co pierwsze nastąpi.

Stając się posiadaczem takiego samochód możemy sobie przedłużać taką gwarancje do 10 lat od daty produkcji pojazdu bez limitu kilometrów. Test taki kosztuje 225 zł brutto i można go wykonać tylko i wyłącznie w Autoryzowanym Serwisie Toyoty.

Podsumowując:
nie kupuj oczami. Tylko dokładne sprawdzanie sprawi, że zadowolenie z zakupu będzie trwało dłużej niż tydzień;
nawet najtańszy samochód warto zabrać do mechanika. Okazać się bowiem może, że lepiej zapłacić 100 zł za przegląd i odstąpić od zakupu, niż zaoszczędzić 100 zł i w krótkim terminie dołożyć kilkaset złotych;
samochody hybrydowe powinien sprawdzać autoryzowany serwis. Nawet najlepszy mechanik Audi, BMW, Hondy czy Nissana nie będzie bowiem wiedział o hybrydzie Toyoty, tyle co serwisant Toyoty.

Zapytaliśmy też Eksperta na temat jego zalecenia odnośnie zakupu samochodu. Zdzisław Podbielski - długoletni inżynier badań w Przemysłowym Instytucie Motoryzacji – określił kilka punktów kontroli, które szybko wskażą nam stan samochodu.

Po pierwsze – sprawdzenie grubości lakieru, gdyż to wskaże czy elementy były dodatkowo lakierowane.
Po drugie – sprawdzenie progów i dolnych części drzwi, gdyż są tam często ogniska korozji
Po trzecie – mocowanie wahaczy do nadwozia, gdyż przy gwałtownych przejazdach po gorszych drogach, przenoszone są znaczne obciążenia które niszczą te mocowanie. W efekcie często następuje osłabienie struktury materiału i korozja.
Po czwarte – dokładne sprawdzenie, kierownicy i wytarcia fotela kierowca, gdyż to pokazuje jak intensywnie był model eksploatowany.
Po piąte – wizyta u diagnosty podbijającego przeglądy, gdyż na szarpakach i na rolkach dokładnie sprawdzi nam stan elementów i wskaże konieczność ewentualnych napraw.

 

Zobacz także: Tak prezentuje się Volkswagen ID.5

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polska coraz bardziej rowerowa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Motofakty
Dodaj ogłoszenie