Wisławski wolał żeby córki uczył jeździć instruktor

Sławomir Burzyński
Fot. Archiwum
Fot. Archiwum
Z zagranicznych rajdów przywoził córkom lalki i sukienki, syreną jeździł z nimi sprzedawać pomidory na zielaniaku i kupować coca-colę.

Z zagranicznych rajdów przywoził córkom lalki i sukienki, syreną jeździł z nimi sprzedawać pomidory na zielaniaku i kupować coca-colę.

Fot. Archiwum
Fot. Archiwum

 

Dlaczego nie nauczył córek jeździć samochodem i powierzył to zadanie zawodowym instruktorom, opowiadają znany pilot rajdowy Maciej Wisławski i jego córka Ewelina w rozmowie ze Sławomirem Burzyńskim

Czy córki zamiast lalek do zabawy dostawały samochody?

 

Ojciec: Dziewczynki spędzały ze mną bardzo dużo czasu w samochodach. Traktowaliśmy to jako formę rekreacji, a nawet rozrywki - bo małe dzieci bardzo lubią jeździć samochodami, tak jak psy. Jeździliśmy po Skierniewicach, na zieleniak, na giełdę kwiatową. To atrakcyjne dla takich małych dzieci wyjazdy, bo wtedy Polska była krajem biednym, takim siermiężnym i bardzo ciężko było cokolwiek kupić. A na giełdzie kwiatowej czy na zieleniaku funkcjonowało tak zwane podziemie gospodarcze. Można było kupić atrakcyjne łakocie: sezamki, ptasie mleczko, czekoladę... Dwu- czy trzykrotnie drożej, ale w sklepach było to nie-dostępne. Bardzo często wstępowaliśmy w Warszawie do bardzo eleganckich lokali na coca-colę, która też była atrakcją.

 

Córka: Mówi prawdę. Samochodów do zabawy nam nie kupował, tylko woził samochodami. A z zagranicznych rajdów zawsze miałyśmy jakieś lalki czy wózki, sukienki, fajne ciuszki. Z Węgier szczególnie,  z NRD... Syreną bosto jeździliśmy z pomidorami,  a osobowym z kwiatami. Na giełdzie sprzedawało się szybko. Tylko ciężko było wstać, bo na giełdę w środku nocy się jeździło...

 

Ojciec:  Ja miałem dobry towar i nie było problemów ze sprzedażą. Pół godziny, kawkę wypiłem, one po coca-coli i jechaliśmy gdzieś w miasto.

 

Córka:  Tak nas namawiał: chcesz jechać? Chodź, będą sezamki... Bo dla Maćka było weselej, jak z nim jechałyśmy.

 

Uczyłeś córki jazdy samochodem?

 

Córka: Ależ skąd, nie chciał nas uczyć, mówił, że od tego są instruktorzy i do widzenia. Krótka piłka.

Ojciec: Doskonale zdawałem sobie sprawę, czym jest prowadzenie samochodu. Widziałem z doświadczeń, z obserwacji, że bardzo negatywnie wpływa uczenie tego przez osobę z rodziny, kogoś bliskiego. To wymaga dystansu, szczególnej cierpliwości, wyrozumiałości. Wolałem naukę przerzucić na barki zawodowego instruktora.

 

Córki nie chciały, by uczył je ojciec, znany pilot rajdowy?

 

Córka: Nie, nie, jakoś tak to wyszło naturalnie,  że są instruktorzy od nauki. Ale za to uczył mnie jeździć na jawce, na motorowerku dziadka Miecia. Przy czym z wybuchowym charakterem taty to było nieciekawe. Przebieg tej nauki był burzliwy. Trochę krzyku, trochę płaczu. Tata krzyczał, bo on jest wybuchowy bardzo.

Ojciec: Nie jest wybuchowy, tylko nie może znieść totalnego baraństwa, czyli odporności na wiedzę motoryzacyjną.

Córka:  Gdzie sprzęgło, gdzie hamulec, jak się biegi przerzuca.. to chwilę zajęło, żeby załapać. Ale parę kółek i poszło.

 

Maciek jest wybuchowy? Trudno w to uwierzyć.

 

Ojciec: Są sytuacje, które powodują moją irytację.

Córka: Mogę podać przykłady z dzieciństwa. Na wczasach, gdzieś nad morzem, przy jakimś stoisku z błyskotkami wydębiłyśmy z siostrą pierścionki z bursztynem i potem zaczęłam miauczeć, że coś nie taki ten pierścionek. No to tata podszedł, zerwał mi go z palca i fruuu, w trawę rzucił, odwrócił się i poszedł. A my obie w ryk, po tej trawie zaczęłyśmy na czworakach chodzić, szukać pierścionka. Jego akcja była szybka: nie to nie.

Ojciec: Bo ja w takiej sytuacji bardzo bym się cieszył z pierścionka, gdyż jestem ogromnym optymistą. Nawet bardzo drobna rzecz potrafi mi sprawić wielką przyjemność. To jest zaleta charakteru, na który nie mamy wpływu. Dar opatrzności, że potrafisz się cieszyć z drobiazgów. Nie rozumiałem tej sytuacji nad morzem: kupujemy pierścionki, przy straganie trzeba się nastać, bo tłumy ludzi, a one marudzą! To nie ma znaczenia, że ten pierścionek i tak za 15 minut przestanie ją bawić.

 

Córka: Małe byłyśmy.

Ojciec: Nie takie małe, miały już te swoje 6-7 lat.

 

Niepojęte, przecież Maciek jest postrzegany jako siła spokoju i opanowania. A tu wychodzi szydło z worka, że on taki nerwus?

 

Córka: Zawodowo na pewno siła spokoju.

Ojciec:  Tak, ale zirytowało mnie okazywanie niewdzięczności, totalnej głupoty... Zamiast się cieszyć, to pokazały taką niewdzięczność.

 

Córka: No tak, oczywiście. No to drugi przykład, jak poleciały buty przez okno. Takie były czasy, że nic nie było, i od taty znajomych w paczce  dostałyśmy buty. Coś nam się nie podobało w tych butach... i siu, przez firanki za okno. But jeden, but drugi. Nie ma.

 

Ojciec: Bo to były tak zwane drastyczne metody wychowawcze. Ale bardzo skuteczne.

Córka: Tak, to się pamięta.

 

Nie niepokoisz się, że Twoje metody wychowawcze córka, już jako właścicielka przedszkola,  zacznie stosować wobec wychowanków?

 

Ojciec: Jeżeli masz wpływ na dzieci od początku, właściwie je układasz i wychowujesz, to dzieci docenią każdy drobny pierścioneczek.

 

Córka: Akurat!

 

Ojciec: Z przedszkola Eweliny bardzo się cieszyłem i  nie niepokoję się o jej metody. Ona ma w sobie dużo spokoju, jest bardzo pogodna, pozytywnie nastawiona do ludzi. Była parę lat w Stanach, zajmowała się wychowywaniem dzieci, a były to trudne dzieciaki czasami. Wiedziałem, że Ewelina przez tyle lat daje sobie radę z tamtymi chłopakami w amerykańskiej rodzinie i ma na pewno predyspozycje plus doświadczenie. Idealna pozycja, żeby zająć się przedszkolem.

 

Córka:  U nas funkcjonuje błędne pojęcie o dzieciach w Stanach. One nie są jakieś rozwydrzone. Tam jest inna mentalność, dzieci inaczej się wychowuje. Czują respekt, są posłuszne, choć z opiekunką to jest różnie.

 

Jednak pasja ojca nie udzieliła się córkom?

 

Córka: Przyznam się, że miałam chętkę na gokarty. Zdałam licencję, zaliczyłam jeden start i zdarzyła się drobna kolizja. Pozdzierałam skórę na plecach i na kręgosłupie. Mama wtedy powiedziała, że absolutnie, wykluczone, nie ma jazdy.

 

Ojciec: Ewelina chciała jeździć, próbowała kontaktu z gokartami. To jest najprostsza droga, jeżeli w sportach motoryzacyjnych coś chce się osiągnąć, to najlepiej zacząć właśnie od gokartów. Wyjdzie wtedy, czy ma się predyspozycje, czy nadaje się do tego i czy to może być czyjąś pasją. Ale to nie jest łatwy sport dla dziewczyn. Ewelina spróbowała, przekonała się o tym i bardzo mądrą decyzję podjęła, żeby to zostawić. Tak się skończył jej romans ze sportami.

Ale córki kibicowały mi cały czas, więc całkowicie nie odwróciły się od tych sportów.  Były ze mną na wielu dużych rajdach, stanowiły wierną reprezentację kibiców skierniewickich w motosportach.

 

Czego się od siebie wzajemnie nauczyliście?

 

Ojciec: Ja od Ewelinki... dostrzegłem w niej ciepłe, dobre dziecko i bardzo często właśnie ją pokazywałem jako bardzo pozytywny przykład w stosunkach między ludźmi, gdzie często jest dużo agresji. A ona zawsze w takim półuśmiechu, z dobrocią na twarzy. I wielu sytuacjach taki obraz mojej córki pozwala mi na zajęcie łagodniejszego stanowiska w rozmowach.

 

Córka: Tato może jest niepoprawnym optymistą, ja jestem bardziej sceptyczna i to on do mnie zawsze mówił: pamiętaj córcia, z uśmiechem. Sprawdziło się. Wydaje mi się, że to ja nauczyłam się od taty uśmiechu na twarzy, życzliwości. Tak samo jak tata potrafię z każdym, nawet podpitym gościem spod budki z piwem, porozmawiać. Na przykład bardzo często ludzi interesuje mój samochód, toyota na rynek amerykański. Uwielbiam takie klimaty. Wysiadam gdzieś pod sklepem, stoją goście, widać, że nie mają co robić i mnie podpytują, co to za autko. Takich ludzi nie spławiam, wręcz lubię z nimi  pogadać. Choć technicznie to wiem tylko, że ma półtora litra i 106 koni... To taka nasza cecha, że ktokolwiek by zaczepił, to z każdym się pogada.

 

Czy dałbyś radę zamienić się z córką i zająć dziećmi w przedszkolu? Bawić, uspokoić, wytłumaczyć, nakarmić?

 

Ojciec: Nie dałbym rady. Rajdy to sport, gdzie trzeba drobnymi kroczkami, poświęcając wiele czasu, wypracować sobie charakter, umiejętności panowania nad swoją psychiką i słabościami. Przez ponad 30 lat bycia w sporcie na po-ziomie wyczynowym musiałem zmienić swoją psychikę i to nie pozwala na pracę w innych rewirach życia. Teraz w ogóle siebie nie widzę jako człowieka wykonującego pracę stabilną, w tym samym otoczeniu i w jednym miejscu. Jestem wytworem powiedzenia, że byt kształtuje świadomość, choć oczywiście nie ma to nic wspólnego z mar-ksizmem czy leninizmem (śmiech). Moja psychika została w sposób istotny, bardzo wolno, ale zmieniona. Gdybym został wrzucony do pokoju z pięciorgiem rozwrzeszczanych bachorów, byłoby mi trudno. Co robię? Najpierw zagaduję, jeżeli to nie pomaga - wrzasnę.

 

Córka: Krzykiem według mnie nic się nie zdziała. My to już przerabialiśmy.  Przez chwilę z rodziną mieszkałam z rodzicami i mój synek (1,8 miesięcy), trochę wrzeszczał. I parę razy tata już nie wytrzymał.

 

Jak córka pilota rajdowego reaguje na typowe o tej porze zagrożenie na drodze, czyli poślizg?

 

Córka: Próbuję kierownicą, byle bez paniki, kontrować poślizg. Ale mało było praktyki, tata nie powiedział za wiele, jak się w takiej sytuacji zachować... Na szczęście nie miałam jeszcze takiej sytuacji, a że w mieście jest ślisko, to na zakrętach sobie wchodzę na ręcznym.

 

Ojciec: Trzeba tak jechać, żeby nie doprowadzić samochodu do poślizgu. Żeby zapanować nad poślizgiem samochodu to trzeba mieć wiedzę, ułożoną w głowie, w szufladce "odruchy". Nie mamy wtedy czasu, żeby pomyśleć.

Córka: Przed nowym rokiem  postanowiłam, żeby w tym roku nauczyć się ekstremalnej techniki jazdy.

 

Ojciec: Parę razy w roku mam zajęcia ze szkołą Subaru, na  torze w Kielcach. To ją zabiorę i namówię też zięcia. Przez tydzień od rana do popołudnia nauczą się paru istotnych elementów techniki jazdy, które mają duży wpływ na bezpieczne panowanie nad autem.

 

Córka: Bardzo chętnie.

 

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Polacy ocenili rząd Tuska. Zaskakujące wyniki

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na motofakty.pl Motofakty