Prawo jazdy. Daniel Martyniuk kajał się przed sądem. Złamał sądowy zakaz

Izabela Krzewska / Gazeta Współeczsna
Fot. Wojciech Wojtkilelwicz
Fot. Wojciech Wojtkilelwicz
Udostępnij:
Kilkukrotnie karany w przeszłości celebryta, tym razem odpowiadał za łamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów. We wtorek zakończył się proces.

Przyznaje, że ciężko jest mu funkcjonować bez prawa jazdy. Porusza się autobusami lub zamawia Bolta. Na wtorkową rozprawę do sądu przywiózł go znany ojciec i matka. Teraz Daniel Martyniuk stara się przestrzegać zakazów. Wcześniej przez prawie rok wsiadał za kierownicę bez uprawnień.

- To było jeszcze przed rozwodem. Jeździłem do żony. Próbowałem się z nią pogodzić, chciałem też zobaczyć córkę - tłumaczył w sądzie Daniel Martyniuk (zgadza się na publikację pełnych danych i wizerunku). - Wiem, że mogłem pojechać pociągiem, albo innym środkiem transportu. Ale zawsze byłem wygodnickiego życia nauczony i przyzwyczajony. Poza tym naprawdę lubiłem jeździć samochodem, Nie mogłem się pogodzić z tym, że utraciłem prawo jazdy. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. To była jedna wielka głupota. Inni ludzi mogli popatrzeć i pomyśleć , że syna Zenka prawo nie dotyczy. A jednak prawo tyczy się wszystkich.

31-latek kajał się w sądzie. Już ma na koncie kilka wyroków, m.in. za posiadanie narkotyków, za jazdę na "podwójnym gazie", pod wpływem środków odurzających, a także za naruszenie nietykalności cielesnej oraz groźby karalne pod adresem policjantów, którzy usiłowali dowieźć go na izbę wytrzeźwień. Otrzymywał za to kary grzywny lub prac społecznych. Za jazdę "pod wpływem" w 2018 r. sąd w Augustowie orzekł wobec Martyniuka 3-letni zakaz prowadzenia pojazdów. Syn króla disco polo miał je odzyskać dopiero 14 marca 2021 r. Tymczasem w lipcu 2019 r. został przyłapany w Łyskach za kółkiem. Celebryta uporczywie ignorował kolejne wezwania na przesłuchanie, a od grudnia 2019 r. był poszukiwany. Prokurator podjął decyzję o doprowadzeniu Daniela Martyniuka siłą. Stało się to dopiero 8 kwietnia 2020.

Okazało się, że mimo toczącego się postępowania, mężczyzna wciąż nic nie robił sobie z zakazów. Zarzuty obejmują okres od lipca 2019 r. do kwietnia 2020 i pięć przypadków, w tym - prócz Łysek - z Białegostoku, Wasilkowa i Szczecina. Ostatni wybryk miał miejsce zaledwie dzień przed zatrzymaniem. W szczycie pandemii, kiedy będąc na kwarantannie po powrocie z zagranicy, młody Martyniuk nie tylko wyszedł z domu, ale wsiadł za kółko.

- Wracałem z trasy od córki. Zazwyczaj zajeżdżam na koniec na stację zatankować samochód - wyjaśniał.

Właśnie wtedy rozpoznał go pracownik stacji i zadzwonił na numer alarmowy. Jego zeznania potwierdziły nagrania monitoringu przejrzane przez policję. Już następnego dnia pan Daniel był w rękach mundurowych. Na miesiąc trafił do tymczasowego aresztu.

2 marca sprawa trafiła na wokandę Sądu Rejonowego w Białymstoku. Oskarżony przyznał się do zarzucanych mu czynów. Obrońca zaproponował, aby jego klient odpokutował winy pracując społecznie przez 2 lata. Wnioskował również o 3-letni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych i świadczenie pieniężne w wysokości 2 tys. zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Prokuratora nie było na sali rozpraw, ale już wcześniej zaakceptował te propozycję, kierując do sądu wraz z aktem oskarżenia, wniosek o wydanie wyroku skazującego bez przeprowadzenia rozprawy. Sąd kilka miesięcy temu wniosek oddalił. Uznał, że proponowana sankcja jest zbyt łagodna biorąc pod uwagę uprzednią karalność oskarżonego.

Po wysłuchaniu wyjaśnień Daniela Martyniuka, sąd zamknął przewód. Wyrok ogłosi 9 marca.

Za naruszenie zasad obowiązkowej kwarantanny syn lidera zespołu Akcent otrzymał osiem mandatów, a sanepid ukarał go grzywną w wysokości 10 tys. zł. Martyniuk odwołał się od tej decyzji administracyjnej do sądu. Uważa, że nałożenie kwarantanny to nieporozumienie, gdyż przekroczył granicę, ale nie przebywał za granicą.

- Pomyliłem zjazd na autostradzie. Musiałem przejechać na stronę niemiecką, żeby zjechać najbliższym zjazdem i zawrócić się do Polski. Nawet nie wysiadłem. Na terenie Niemiec byłem trzy minuty - podkreślał w rozmowie z dziennikarzami. W tej sprawie orzeczenie jeszcze nie zapadło.

Źródło: Gazeta Współczesna

Zobacz także: Nissan Qashqai w nowej odsłonie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Akcja policji w Bydgoszczy. Bezpieczeństwo pieszych

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Motofakty
Dodaj ogłoszenie