Tragiczny wypadek Kuzaja

Artur Grabarczyk

To miało być efektowne zwieńczenie 14. Rajdu Praskiego, popis umiejętności kierowców. Skończyło się ogromną tragedią po tym, jak rozpędzony Peugeot 307 WRC prowadzony przez Leszka Kuzaja wypadł z trasy i staranował grupę kibiców.

 

Na miejscu zginął 26-letni Polak, druga ofiara, młody kibic z Czech, zmarła po kilkunastu godzinach w szpitalu. Życie pozostałych trzech osób rannych w wypadku, w tym dziesięcioletniej dziewczynki nie jest zagrożone.

 

Do wypadku doszło w sobotę rano podczas rallysprintu, ostatniego etapu rajdu. Na ostrym zakręcie pędzący ponad 160 km/h samochód Kuzaja wpadł w poślizg, wyleciał z trasy i uderzył najpierw w latarnię, a potem w stojący przy trasie tłum kibiców.

 

Choć czeska policja i prokuratura natychmiast przesłuchały polskiego kierowcę i jego pilota, raczej nie postawią im zarzutów. Może je natomiast usłyszeć organizator rajdu, który odpowiada za bezpieczeństwo zarówno kierowców, jak i kibiców.

 

Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, wykluczają jednak wi­nę organizatorów. - Na filmach z wypadku wyraźnie widać, że ci ludzie stali na zewną­trz zakrętu i bardzo blisko drogi, czyli ustawili się na linii strzału - mówi kierowca rajdo­wy Tomasz Ku­char. - Przykro to mówić, ale nie przestrzegali elementarnych zasad bezpieczeństwa.

 

Podobnie wypowiada się Tomasz Szman­dra, dziennikarz specjalizujący się w sportach samochodowych. - Organizator musi przewidzieć niebezpieczeństwa i zrobić wszystko, by nikomu nic się nie stało - mówi. - Ale nie jest w stanie trzymać każdego kibica za rękę, pilnować, gdzie stoi. Ludzie muszą zachować rozsądek, a w tym przypad­ku raczej tego zabrakło - stwierdza.

 

Szmandra dodaje, że wypadki podczas rajdów są bardzo częste i właściwie co rok ginie jakiś kibic ginie lub zostaje poważnie ranny. - Niestety, najczęściej winę ponoszą sami kibice, którzy po prostu ustawiają się tam, gdzie absolutnie nie można stać - mówi.

 

Sam Leszek Kuzaj po wypadku był głęboko wstrząśnięty. W rozmowie z ekipą "Wiadomości" TVP mówił, że jest mu bardzo przykro z powodu tragedii. - To, co czuję, sam Bóg jeden wie - powiedział.

 

Tragiczne wypadki na rajdach

 

21.06.2008, Rajd Świdnicki

Na odcinku specjalnym trasy w miejscowości Sokolec załoga Fiata Cinquecento uderza w stojących tuż przy brzegu drogi kibiców. Jednego z nich przyciska do betonowego słupa. Mężczyzna ginie na miejscu.

 

18.06.2006, Rajd Strzeliński

Rozpędzony Peugeot pokonuje odcinek specjalny przez wieś Gęsieniec. Auto prowadzi debiutujący w rajdach nastoletni kierowca. W pewnym momencie wybija się na niewielkiej górce i uderza w murowane ogrodzenie. Odbija się i przelatuje na drugą stronę drogi, wprost w grupę kibiców. Na miejscu giną dwie osoby, trzecia w ciężkim stanie trafia do szpitala.

 

14.04.2002, Rajd Krakowski

Jadący sporo ponad 100 km/h Renault Clio wyskakuje w górę na nierówności drogi. Samochód obraca się w powietrzu, przebija betonową barierkę i zjeżdża ze skarpy. Na miejscu ginie 23-letni pilot.

 

16.02.2001, Rajd Zimowy

Na ostrym zakręcie OS-u w Międzylesiu załoga Peugeota 306 wpada w poślizg i wylatuje z drogi wprost w dwóch kibiców. Jeden z nich jest lekko ranny, drugi umiera w drodze do szpitala.

 

Maciej Wisławski, pilot rajdowy

 

Dlaczego doszło do tragedii?

Kibicom zabrakło rozwagi. Stanęli na zewnątrz zakrętu, bardzo blisko drogi. Nie jest trudno przewidzieć, że w takim miejscu rozpędzony samochód może wypaść z trasy, wystarczy, że kierowca odrobinę się pomyli i przy takich prędkościach nie będzie w stanie zapanować nad autem. Zakręt to miejsce niebezpieczne i ludzie oglądający rajdy powinni o tym wiedzieć. Stając tam, ustawili się na linii strzału.

 

Może to organizator powinien zadbać, by nikt tam nie stał?

Organizator w specjalnych broszurach pokazuje miejsca niebezpieczne, ostrzega, że stanie w nich grozi śmiercią. Ale nie ustawi przy każdym kibicu policjanta. Nie po raz pierwszy okazuje się, że na kibiców zakazy nie działają. I kończy się tragedią.

 

Kuzaj mógł ominąć kibiców?

Nie miał szans. Co więcej, on ich nawet nie widział. Kierowca jest tak skupiony na trasie, na tym, co mówi pilot, że nie dostrzega niczego z boku. A gdy wypadł z drogi, nie mógł zrobić nic, jego auto było jak pocisk, którym nie da się sterować.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rząd planuje finansową pomoc dla PKP Intercity

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na motofakty.pl Motofakty
Dodaj ogłoszenie