Pościg w cywilu

Magdalena Kozioł, Eliza Głowicka

Sześciu policjantów w kilka minut stawiło się na wezwanie kolegi, który po służbie wdał się w awanturę z dwiema wrocławiankami.

 

Była środa, 2 sierpnia, około godziny 18.

- Kiedy wypakowałyśmy zakupy, odprowadziłam wózek i ruszyłyśmy - przypomina sobie Sadowska. - Nikt nie próbował nas zatrzymać na parkingu - dodaje.

Odjechały. Niedaleko, bo tuż przed ul. Starogroblową, hamowały z piskiem opon. Jakiś mężczyzna zajechał im drogę. Krzyknął, że wzywa policję.

- Takim zachowaniem mógł spowodować wypadek. Nie wiem, dlaczego nie zatrzymał nas na parkingu - denerwuje się Nawotka.

 

Po kilku minutach na miejsce przyjechało aż sześciu mundurowych. Z prewencji, a nie z drogówki. - To był przypadek - tłumaczy asp. Wojciech Wybraniec z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. - Traf chciał, że akurat oni byli najbliżej. Gdyby byli inni, z drogówki czy patrol z psem, podjęliby tę interwencję.

 

Od słowa do słowa

 

Policja przedstawia inną wersję wydarzeń. Funkcjonariusz, który przyjechał pod hipermarket z żoną, chciał zaparkować samochód. Kobiety wyładowywały wtedy z wózka zakupy do swojego auta. Spytał je, kiedy odjadą. Odparły: - Mamy czas.

Od słowa do słowa i doszło między nimi do sprzeczki, więc dzielnicowy zaparkował obok. Odchodząc w kierunku marketu, odwrócił się.

- Zobaczył, że młodsza kobieta pochyla się nad ich autem i wykonuje jakieś ruchy ręką. Tak, jakby kluczykami rysowała po drzwiach - mówi Wybraniec.

Mężczyzna zawrócił i zobaczył rysę. Kobiet już nie było, więc złapał za telefon i powiadomił policję.

Do komisariatu Wrocław-Stare Miasto przy ul. Trzemeskiej Anna Sadowska dotarła radiowozem. Jej córka Karolina jechała swoim autem w asyście funkcjonariusza. Policjanci obawiali się, że ucieknie. Postawiono jej zarzut umyślnego uszkodzenia mienia. Matka została przesłuchana jako świadek. Świadkiem dzielnicowego jest jego żona.

 

Jeden na jednego

 

- Takie przestępstwo jest ścigane na wniosek pokrzywdzonego, który sam wycenił straty - wyjaśnia Wojciech Wybraniec. O dzielnicowym ma dobre zdanie. - Pracowałem z nim. To spokojny, poważny człowiek. Nie zaczepia ludzi - broni go.

Ale kobiety chcą, by komendant wojewódzki w stosunku do swojego podwładnego wyciągnął konsekwencje służbowe. Ich zdaniem, w czasie sporu mężczyzna wykorzystał to, że jest policjantem.

- Podczas interwencji mundurowi potraktowali go po koleżeńsku - denerwuje się Nawotka.

Na rozpatrzenie skargi obie będą musiały poczekać. Komendant ma na to 30 dni.

Najprawdopodobniej sprawa i tak trafi do sądu.

 

Na tropie rysy

 

- Sytuacja, która się wydarzyła, jest specyficzna. Najkorzystniej by było, gdyby ta pani, kierowca auta, powiadomiła o tym incydencie swego ubezpieczyciela, pod warunkiem, że samochód policjanta uszkodziła podczas manewrowania na parkingu. Takie zdarzenia w niektórych firmach obejmuje polisa OC sprawcy. Firma wysyła wtedy rzeczoznawcę, który robi zdjęcia i ocenia, w jaki sposób powstało zarysowanie i kiedy. Łatwo wykryć, czy uszkodzenie powstało od obtarcia drugim autem czy od ostrego narzędzia, np. klucza czy śrubokrętu. Poszkodowany będzie musiał udowodnić, że kobieta zrobiła to celowo, a potem uciekła. Jeśli firma ubezpieczeniowa tej pani nie przewiduje takiej opcji, tj. z jej OC nie pokryją szkody, powinna sama wynająć rzeczoznawcę, który oceni uszkodzenie auta policjanta - mówi Grzegorz Anczewski, dyrektor działu likwidacji szkód w firmie ubezpieczeniowej.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Polacy ocenili rząd Tuska. Zaskakujące wyniki

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na motofakty.pl Motofakty