Po tragicznym wypadku w Stalowej Woli przed sądem ruszył proces kierowcy. Grozi mu do 14 lat więzienia

Marcin Radzimowski
Marcin Radzimowski
Udostępnij:
Do 14 lat więzienia grozi 38-letniemu mieszkańcowi Stalów (powiat tarnobrzeski) oskarżonemu o spowodowanie wypadku drogowego, w którym zginęło małżeństwo osieracając troje dzieci. Według prokuratury kierowca był pijany, pod wpływem leków i jechał z nadmierną prędkością lekceważąc także zakaz wyprzedzania. We wtorek, 31 maja przed Sądem Rejonowym w Stalowej Woli ruszył proces dotyczący wypadku z 3 lipca ubiegłego roku.

O planowanym rozpoczęciu procesu informowaliśmy: Rusza proces w sprawie wypadku.

Proces budzi bardzo duże zainteresowanie mediów i opinii publicznej. Dotyczy zdarzenia, o którym było swego czasu bardzo głośno za sprawą zdjęcia, na którym widać strażaka niosącego wtulonego w niego małego chłopca.

We wtorek przed Sądem Rejonowym w Stalowej Woli oskarżonego reprezentowało trzech adwokatów (maksymalnie tylu może), a pośród nich mecenas Władysław Pociej z Krakowa, który między innymi był obrońcą Sebastiana Kościelnika - kierowcy seicento, który w 2017 roku zderzył się z rządową kolumną i limuzyną wiozącą ówczesną premier Beatę Szydło. Po stronie oskarżenia, oprócz prokuratora Michała Lasoty z Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu, były też reprezentujące interesy małoletnich - siostra i szwagierka nieżyjącego kierowcy Audi A4 oraz pełnomocniczki małoletnich pokrzywdzonych, mecenas Celestyna Kusa-Gajur i radca prawny Ewelina Opiela.

Zgodnie z przewidywaniami, w małej sali rozpraw zjawiła się spora grupa dziennikarzy, reprezentujących kilkanaście redakcji lokalnych, regionalnych i ogólnopolskich oraz agencje prasowe. Zaskoczeniem dla przedstawicieli mediów i strony oskarżycielskiej była informacja przekazana przez sędzię Renatę Sajdę, jednoosobowo orzekającej w tym procesie, iż sąd zamierza wyłączyć jawność postępowania kierując się dobrem małoletnich pokrzywdzonych, dla których medialne relacje z procesu pogłębiać będą traumę. Dopiero po tym stwierdzeniu sąd zapytał o zdanie strony. Zaskoczone krewne nieżyjącego (jedna z nich jest prawnym opiekunem dzieci), kolejno oświadczyły jednak, że wnoszą o jawność postępowania i obecność dziennikarzy na sali rozpraw.
- Rozmawiałem o takim wniosku z panią psycholog, ponieważ braliśmy pod uwagę fakt, że proces będzie się cieszył zainteresowaniem ze strony mediów. W ocenie pani psycholog fakt relacjonowania procesu przez media nie będzie miał teraz żadnego wpływu na stan dzieci, ponieważ wszystko to, co mogło być już przekazane, przekazane zostało - mówiła jedna z pań. - Dlatego też proszę sąd o niewyłączanie jawności procesu.

Stanowisko to poparły obie pełnomocniczki procesowe oraz prokurator. Zapadła decyzja o niewyłączaniu jawności. Sąd, biorąc pod uwagę zdanie oskarżonego, jego obrońców i prokuratora, nie przychylił się do wniosku naszego dziennikarza i późniejszych wniosków kilku innych dziennikarzy, by móc wykonywać zdjęcia uczestników rozprawy bez ograniczeń (włącznie z wizerunkiem oskarżonego). Sąd uzasadniał, że już na etapie postępowania przygotowawczego publikacje medialne wywołały ogromne emocje, które swój finał znalazły z postępowaniu prokuratorskim w sprawie nawoływania do samosądu.

W końcu, po blisko trzech kwadransach, sąd otworzył przewód sądowy. Po odczytaniu aktu oskarżenia przez prokuratora do głosu doszedł oskarżony Grzegorz G. Mężczyzna, podobnie jak na etapie śledztwa, nie przyznał się do winy.

- Na obecną chwilę korzystam z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Na obecną chwilę nie będę też odpowiadał na pytania stron - oświadczył oskarżony 38-latek, dlatego sędzia odczytała jego wyjaśnienia (i oświadczenia, że nie będzie składał wyjaśnień) z postępowania przygotowawczego. Wynikało z nich generalnie, że feralnego dnia przed wypadkiem oskarżony nie pił alkoholu, choć po alkohol do Stalowej Woli przyjechał (wskazanej przez niego marki piwa w Tarnobrzegu nie mógł kupić). Nie wie też skąd alkohol w jego organizmie. W zapisanych relacjach są też informacje, że podczas przesłuchań nie zawsze podejrzany wiedział, co się dzieje, niekiedy nie poznawał adwokata, a wszystko to było spowodowane przyjmowanymi lekami podczas pobytu w szpitalu po wypadku.

Na pierwszy dzień procesu sąd nie zaplanował przeprowadzania innych dowodów niż przesłuchanie oskarżonego. Kolejny termin - 7 czerwca. Wtedy mają zostać odtworzone nagrania (lub fragmenty nagrań) z kamerki zamontowanej w samochodzie oskarżonego przed wypadkiem. Najprawdopodobniej zarejestrowała ona także moment wypadku.

Przypomnijmy, że do opisanej aktem oskarżenia tragedii doszło 3 lipca ubiegłego roku w granicach administracyjnych Stalowej Woli, na drodze wojewódzkiej 871 relacji Stalowa Wola - Tarnobrzeg. Feralnego dnia małżonkowie wracali z 2,5-letnim synkiem (dwóch innych zostało pod opieką krewnych) ze szpitala w Tarnobrzegu do domu w Przędzelu (powiat niżański). Byli w lecznicy, ponieważ podczas zabawy z braćmi malec doznał urazu. Niestety, na drodze biegnącej przez las w Stalowej Woli doszło do tragedii - jadący z przeciwka kierowca sportowego audi S7, wyprzedzając na zakręcie samochód, doprowadził do czołowego zderzenia z audi A4. Na miejscu zginął 39-latek kierujący audi A4 oraz jego 37-letnia żona. Mężczyzna był bardzo doświadczonym kierowcą, pasjonatem motoryzacji i uczestniczył w wielu wyścigach - niektóre z nich wygrywał. Małżonkowie osierocili trójkę dzieci.

Do wypadku doszło podczas bardzo trudnych warunków drogowych (padał deszcz), a kierowca audi S7 był pijany (minimum 3 promile alkoholu). Oprócz tego był pod wpływem leku Baclofen mającego negatywny wpływ na zdolności psychomotoryczne człowieka, w stężeniu znacznie przekraczającym stężenie terapeutyczne.

Po tragicznym wypadku w Stalowej Woli przed sądem ruszył pro...

Stop pijanym kierowcom

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Materiały promocyjne partnera

Jak żołnierz dawca ratuje ludzkie życie

Materiał oryginalny: Po tragicznym wypadku w Stalowej Woli przed sądem ruszył proces kierowcy. Grozi mu do 14 lat więzienia - Echo Dnia Podkarpackie

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Motofakty
Dodaj ogłoszenie