Pies, rekin i inne cuda. Zobacz jakie nietypowe auta jeżdżą po naszych drogach (ZDJĘCIA)

maciej.mitula
Pies, rekin i inne cuda. Zobacz jakie nietypowe auta jeżdżą po naszych drogach (ZDJĘCIA)
Pies, rekin i inne cuda. Zobacz jakie nietypowe auta jeżdżą po naszych drogach (ZDJĘCIA)
Choć moc ich silników nie powala na kolana, to i tak budzą zachwyt, bo wyróżniają się na ulicach. Mowa o nietypowych autach, których w naszym regionie można często spotkać.
Pies, rekin i inne cuda. Zobacz jakie nietypowe auta jeżdżą po naszych drogach (ZDJĘCIA)
Pies, rekin i inne cuda. Zobacz jakie nietypowe auta jeżdżą po naszych drogach (ZDJĘCIA)

- Gdy jestem wkurzony, wsiadam do niego i jadę. Od razu humor mi się poprawia – przyznaje Rafał Moszczyński, właściciel samochodu-psa. Uśmiech, i zarazem zdziwienie, pojawiają się wtedy na twarzach przechodniów. A ci, jeśli tylko mają nieco szczęścia, mogą zobaczyć całkiem sporo takich „dziwolągów". Hepcio, Rekin, KataŻuk – niezwykłych pojazdów w naszym województwie nie brakuje.

Są dwa sposoby, aby za pędzącym po ulicy samochodem ludzie oglądali się na każdym kroku. To kupno bajeranckiej bryki, najlepiej o sportowym charakterze, typu Porsche, Ferrari, Lamborghini czy Aston Martin, albo niezwykłe przerobienie i pomalowanie modeli, które nie są już produkowane i powoli stają się żywą historią motoryzacji. To drugie rozwiązanie wybrało między innymi kilku mieszkańców regionu świętokrzyskiego. Efektem ich pracy są jeżdżące zwierzaki jak pies czy rekin, a także auta charakteryzujące się barwami kojarzonymi z daną miejscowością i zakładem.

PIERWSZY PIES NA KOŁACH

Najbardziej znanym, zresztą w całej Polsce, niezwykłym pojazdem jest Hepcio. To samochód-pies należący do Rafała Moszczyńskiego, kieleckiego przedsiębiorcy. Po drogach, przeważnie świętokrzyskich, porusza się od 2005 roku. Już dosyć długo, ale i tak za każdym razem, gdy jest w trasie, budzi poruszenie wśród przechodniów. Nic dziwnego, w końcu jest to jedyne w kraju tego typu auto, pokryte... futrem.

- Skąd pomysł na Hepcia? Wszyscy mówią, że ściągnięty z filmu „Głupi i głupszy", ale tak naprawdę nie inspirowałem się tą komedią, gdy wraz ze znajomymi go robiliśmy – mówi Rafał Moszczyński. – Mam szkołę językową i pomysł był taki, żeby samochód stanowił jej reklamę. Kiedy więc podjechaliśmy pod warsztat fordem transitem z 1982 roku, bo to jego konstrukcję wykorzystaliśmy, zaczęliśmy się zastanawiać, jak przerobić go tak, by wyróżniał się spośród innych samochodów. Kolega, patrząc na przód auta, po chwili wziął patyk i na piasku narysował nim psa na kołach. Stwierdził, że transit idealnie nadaje się do przekształcenia w tego zwierzaka. Każdy był „za" i tak narodził się Hepcio – opowiada.

Kliknij, aby przejść do galerii zdjęć

Pies, rekin i inne cuda. Zobacz jakie nietypowe auta jeżdżą po naszych drogach (ZDJĘCIA)
Pies, rekin i inne cuda. Zobacz jakie nietypowe auta jeżdżą po naszych drogach (ZDJĘCIA)

Przeróbka trwała dwa miesiące. Przez ten czas każdy z tych osób, które dokładały swoje cegiełki do przeobrażenia, z niecierpliwością oczekiwał na reakcję przechodniów, gdy zobaczą jeżdżącego „psa" po ulicach.

– Poruszając się po Kielcach po raz pierwszy zauważyliśmy, że ludzie wykładają się na plecy. Tak wielkie było ich zdziwienie i zaskoczenie na widok samochodu-psa. Przyznam się, że sam nie wiem, jak on wygląda podczas jazdy, ale z tego, co ludzie mi opowiadają, to staje się on w szarej codzienności taką postacią z bajki, która zza rogu wyjeżdża i merda ogonem oraz do nich szczeka. Bo Hepcio to potrafi – przyznaje Rafał Moszczyński. – Ludziom się podoba, często chcą się z nim fotografować. Zresztą, gdzie się nim nie pojawię, to wzbudzam zainteresowanie. Pamiętam, jak kiedyś podjechałem do sklepu po zakupy, wysiadam z samochodu i od razu podchodzi do mnie kilku okolicznych pijaczków. Mówią, że fajny, pytają, co, jak i dlaczego, ale na tym nie poprzestali. Chcieli mnie nawet poczęstować... winkiem, ale oczywiście odmówiłem – śmieje się.

Dziś Hepcio, jak przyznaje jego „pan", nadal wzbudza zainteresowanie, choć ma już 8 lat. Konstrukcję daje mu kolejny ford transit, w wersji skandynawskiej z 1984 roku. Poprzedni rozpadł się ze starości, ale obecny, choć też wiekowy, daje radę.

– Trzeba jednak robić przeglądy i remonty. Właśnie przyszedł czas na kolejny i na razie samochód stoi w warsztacie. Ale wyjedzie z niego mocniejszy, bo chcemy go podkręcić – zapowiada. To się zapewne przyda, bo od roku „pies na kołach" pełni nową misję. – Jestem członkiem Stowarzyszenia „Zawsze kolorowo", które pomaga dzieciom z chorobami nowotworowymi, i mu go podarowałem. W tym sensie, że wozimy autem dzieciaki i robimy im frajdę – mówi. I dodaje, że tak naprawdę jazda nim sprawia dużo radości każdemu, kto do niego wsiądzie. – Mam kolegę, który pracuje jako menedżer i zazwyczaj jest bardzo poważny. Kiedyś wziąłem go na przejażdżkę i go nie poznałem. Odezwała się w nim żyłka małego chłopca zachwyconego jakąś zabawką. Zresztą i ja, gdy jestem wkurzony, wsiadam do Hepcia i jadę. Od razu humor mi się poprawia – przyznaje Rafał Moszczyński.

OD TURCJI PO KOŁO PODBIEGUNOWE

Hepcio za granicą jeszcze nie był. Inaczej z KataŻukiem, pojazdem Bartka Kowalewskiego z Zagnańska, który służy mu przede wszystkim do wycieczek. I to w nie byle jakie trasy. – Od czterech lat co roku uczestniczę w rajdach Złombol. Razem z siedmioosobową ekipą wyruszamy w długą drogę, zwiedzamy i świetnie się bawimy – mówi.

Kliknij, aby przejść do galerii zdjęć

Pies, rekin i inne cuda. Zobacz jakie nietypowe auta jeżdżą po naszych drogach (ZDJĘCIA)
Pies, rekin i inne cuda. Zobacz jakie nietypowe auta jeżdżą po naszych drogach (ZDJĘCIA)

Przygód swoim samochodem miał bez liku. Uczestnicząc po raz pierwszy w rajdzie pojechał do Turcji, nie przygotował się do podróży. - Zero remontów, przeglądów, nic z tych rzeczy. Pojechaliśmy z nastawieniem takim, że jak nam kompletnie odmówi posłuszeństwa, to go zostawiamy, a jeśli wrócimy, to będzie cud. No i ten cud się stał – śmieje się.

Jadąc po raz drugi, tym razem do Szkocji nad jezioro Loch Ness, również poruszał się nie do końca sprawnym autem, ale ponownie dotarł do mety i wrócił do Polski. – W kolejnych trasach, do Grecji i Norwegii, gdzie do-jechaliśmy do koła podbiegunowego, było zdecydowanie lepiej – relacjonuje Kowalewski, właściciel KataŻuka.

- Wszędzie, w każdym miejscu, wzbudzał zaciekawienie. Z racji modelu, który nawet w Polsce jest coraz rzadszym widokiem na drogach, a także z powodu ozdób i kolorów, bo obecnie jest wiśniowo-niebiesko-zielony. Ma barwy drakkara, czyli łodzi, jaką używali Wikingowie – wyjaśnia.
KataŻuk ma już 30 lat. Swoje imię zawdzięcza kobiecie. – Katarzynie, która była pierwszą muzą bolidu, bo Żuka również w ten sposób nazywamy – mówi Bartek Kowalewski.

Z REKINEM W PODRÓŻ PO EUROPIE

Wiele kilometrów długiej podróży zaliczyło też kolejne nietypowe auto z naszego województwa. Mowa o Mercedesie-Benz MB100 z 1992 roku, którym grupa pięciu kolegów ze Starachowic wybrała się latem ubiegłego roku w podróż po Europie.

– Nazwaliśmy go „Rekin", bo z przodu namalowaliśmy charakterystyczny dla tej drapieżnej ryby pysk z zębiskami oraz dokleiliśmy na dachu płetwę. Ale na samochodzie dorysowaliśmy też czarownicę i zachód słońca – mówi Maciej Myszka. Wraz z Adrianem Garbaczem, Maciejem Pastuszką, Kacprem Celuchem i Michałem Woźniakiem przejechali tym dostawczym mikrobusem przez Niemcy, Holandię, Belgię, Francję, Monako, Włochy, Słowenię, Austrię i Czechy.

- Zrobiliśmy 6 tysięcy kilometrów. Kupiliśmy auto za niecałe 3 tysiące złotych w czerwcu, dwa miesiące przed wyjazdem. Dlaczego? Bo chcieliśmy całą paczką pojechać na długą wycieczkę po naszym kontynencie, ale nie stopem, lecz własnym pojazdem. Udało nam się złożyć na ten cel wspólne pieniądze i zdobyliśmy Mercedesa od pewnego pana z Chęcin. Choć mieliśmy całkiem sporo czasu na odpowiednie przygotowanie „Rekina" do dłuższej trasy, to pamiętam, że na dwie godziny przed wyruszeniem reperowaliśmy hamulec ręczny – opowiada Maciej Myszka.

Ten ozdobiony w stylu hippisowskim samochód i tak nie pojechał na Eurotrip w pełni sprawny. – Nie działał nam klakson. Nie dostaliśmy jednak mandatu, nie mieliśmy żadnego upomnienia. Jedyne, co nas spotkało, to próba włamania. Będąc w Marsylii zaparkowaliśmy auto na niestrzeżonym parkingu i poszliśmy na plażę. Gdy wróciliśmy okazało się, że ktoś próbował się do niego dostać i to prymitywnym sposobem, bo za pomocą śrubokręta. Na szczęście nieskutecznie, bo nasz „Rekin" nie pozwolił się do siebie dobrać – mówi młody starachowiczanin.

Dziś jednak on i jego koledzy tego auta już nie mają. – Ale nadal ma swoją bazę w województwie świętokrzyskim, bo kupił go pan, który mieszka pod Kielcami. Zdecydowaliśmy się go sprzedać w czerwcu tego roku, bo jesteśmy studentami, a przecież musielibyśmy mu odnowić ubezpieczenie i zaprowadzić na przegląd techniczny. Rozstania trochę żałujemy, ale na szczęście jego nowy właściciel go nie przerobił. Widziałem go w wakacje w Kielcach i nadal jest „Rekinem" – podkreśla.

WYSTARCZY SUSZARKA

Nietypowa, ale nieco inaczej, jest Nysa 522 Piotra Szmajdla. Jego samo-chód jest drugim najbardziej rozpoznawalnym pojazdem w Kielcach. Ma na swojej karoserii żółto-czerwone pasy, a więc barwy Kielc, a poza tym widnieje na nim napis tapicer. – Kilka razy zdarzyło się, że kiedy ludzie do mnie dzwonili i pytali, gdzie znajduje się mój zakład a ja mówiąc im, że przy ulicy Seminaryjskiej, to i tak nie bardzo kojarzyli. Dopiero, gdy dodawałem, że tam, gdzie stoi ta Nyska, to natychmiast wiedzieli gdzie to jest – mówi z uśmiechem pan Piotr.

Kliknij, aby przejść do galerii zdjęć

Pies, rekin i inne cuda. Zobacz jakie nietypowe auta jeżdżą po naszych drogach (ZDJĘCIA)
Pies, rekin i inne cuda. Zobacz jakie nietypowe auta jeżdżą po naszych drogach (ZDJĘCIA)

Swoim charakterystycznym samochodem jeździ od 1999 roku. – To rocznik 1990. Przez dziewięć lat użytkowało go Muzeum Narodowe w Kielcach. Kupiłem go, gdy ogłosiło przetarg na Nysę, bo stała mu się zbędna. Dlaczego zdecydowałem się na nią? Bo wcześniej też jeździłem Nysą – wyjaśnia przyczyny swojej miłości do tej marki Piotr Szmajdel.

Jak podkreśla, przez te 14 lat nigdy go nie zawiodła. - Sprawuje się do-brze latem i zimą, nie są jej straszne ostre mrozy. Najgorzej jest wtedy, gdy mamy bardzo deszczową pogodę. Ona jej nie lubi, bo zamakają jej przewody. Tyle, że mam na to sposób. Biorę do ręki suszarkę i przez dwie minuty je suszę. Ten patent zawsze działa – mówi.

Jego Nysa od samego początku wzbudza zainteresowanie, bo najprawdopodobniej jest to jedyny w dalszym ciągu użytkowany samochód tej marki w Kielcach. – Czasami młodzi ludzie przychodzą do mojego zakładu specjalnie po to, by czegoś o samochodzie się dowiedzieć, a także zapytać, czy mogliby go wypożyczyć – zdradza pan Piotr. Przyznaje, że już kilka razy uległ prośbom i zdecydował się użyczyć swojego pojazdu. – Wiozłem nim pewnego chłopaka na wieczór kawalerski, a także dziewczynę na studniówkę. Kiedy docierałem na miejsce, to ich znajomi byli w niezłym szoku – opowiada.

Pan Piotr dodaje, że takie usługi w grę już raczej wchodzić nie będą. – Od dłuższego czasu noszę się z myślą o rozstaniu z Nyską. Po pierwsze jej wiek, a po drugie praktyczność. Służy mi do pracy, ale jest już coraz mniej pakowna. Jako tapicer wożę do klientów meble i ze względu na ich gabaryty czasami mam problem, by je załadować. Stąd rozglądam się za nowym samochodem, a także nowym właścicielem dla tej mojej wysłużonej „staruszki". Bo chciałbym, żeby nie znalazła się na złomie, tylko trafiła w dobre ręce, które by ją odnowiły i tchnęły w nią jeszcze ducha – oznajmia.

JEDEN Z CZTERDZIESTU

Wóz Adama Kwiela z Końskich to fiat 126p Wadera. Niby maluch, ale nie do końca. Jego nietypowość polega na tym, że jest połączeniem tradycyjnego wyglądu najsłynniejszego samochodu czasów Polski Ludowej z jeepem i kabrio. – I na tym, że tego typu pojazdów wyprodukowano w Bielsku-Białej, gdzie znajdowała się fabryka małego fiata, jedynie 40. Były to w zasadzie prototypy, które nigdy nie trafiły do seryjnej produkcji – wyjaśnia właściciel.

Kliknij, aby przejść do galerii zdjęć

Pies, rekin i inne cuda. Zobacz jakie nietypowe auta jeżdżą po naszych drogach (ZDJĘCIA)
Pies, rekin i inne cuda. Zobacz jakie nietypowe auta jeżdżą po naszych drogach (ZDJĘCIA)

Mężczyzna znany jest z tego, że jako kolekcjoner zabytkowych i niezwykłych samochodów, ma ich już 17. W swojej stajni ma między innymi cztery modele Cadillaców czy pojazdy militarne. Wadera jest wśród nich najmłodsza, bo pan Adam kupił ją trzy miesiące temu.

- Jest na chodzie, ale chcę ją jeszcze trochę odnowić i odpowiednio ozdobić. Fiat jest żółty, ale syn Michał chce, by dorysować mu po bokach płomienie. Co prawda na sugestie syna odpowiadam w sposób kontrolowany, ale... chyba ulegnę – śmieje się.

Jego najnowsze, unikatowe cacko stało się w Końskich dobrze rozpoznawane. – Nie miałem co prawda przypadku, by ktoś na niego tak się zapatrzył, że wpadł w znak drogowy, ale ludzie się oglądają. Robią to starsi i młodsi, chłopaki i dziewczyny. W przypadku tych ostatnich przecież nie mam złudzeń, że chodzi wyłącznie o mnie – żartuje na koniec pan Adam.

Bartłomiej BITNER
bitner@echodnia.eu 

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jak kupić używany samochód i nie dać się oszukać? Zobacz 3 sposoby NA

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na motofakty.pl Motofakty
Dodaj ogłoszenie