Nowy egzamin na prawo jazdy - Strach paraliżuje kursantów

DH, POW
Fot: Arkadiusz Ławrywianiec
Fot: Arkadiusz Ławrywianiec
Udostępnij:
Strach przed nowymi testami egzaminacyjnymi na prawo jazdy trwa. Jak twierdzą właściciele ośrodków szkolenia kierowców, średnio w dużych miastach na kursy zapisuje się 20 osób miesięcznie. Przed 18 stycznia, a więc przed wprowadzeniem zmian, na kursy zapisywało się średnio 10 osób... dziennie.

Także do egzaminów przystępuje o wiele mniej osób. Ci, którzy podejmują wyzwanie, w większości nie zdają. Według

Fot: Arkadiusz Ławrywianiec
Fot: Arkadiusz Ławrywianiec

statystyk, nowe testy zdaje bowiem tylko 20 do 30 proc. kandydatów na kierowców. Dlaczego?

Zdaniem pracowników katowickiego WORD-u, powodem jest presja czasu oraz brak możliwość nauczenia się treści egzaminu na  pamięć. Przed zmianami, każdy kursant mógł dokładnie poznać treść pytań egzaminacyjnych i kończył rozwiązywanie po 4 minutach. W przypadku nowego testu,  jest to niemożliwe. A jak wyglądają kursy i egzaminy za granicą?

Rozmowa z Barbarą Podgórniak, dąbrowianką od 20 lat mieszkającą w Szwecji

Od stycznia w Polsce zmienił się egzamin na prawo jazdy, na dodatek policja chce zaostrzyć kary za wykroczenia. Czy to potrzebne? Jeździ pani po drogach w Polsce i w Szwecji, widać różnice?
W Polsce czasem strach jechać. Wyprzedzanie na trzeciego, przejazdy na czerwonym świetle, wymuszanie pierwszeństwa.

Ale u nas tak było zawsze. Przecież pani pamięta!
Oczywiście, w Polsce szarżowałam maluchem - aż dziw, ile ten samochodzik mógł wycisnąć na prostej! Pojechałam nim zresztą do Szwecji. Na początku strasznie mnie denerwowało, że tam kierowcy mijając znak ograniczenia prędkości np. do 50 km, naprawdę zaczynali się wlec pięćdziesiątką. Wszyscy! A ja w maluchu za nimi. Byłam wściekła. Kto w Polsce przy takim znaku hamował?

I co, zaczęła pani zwalniać?
Tak, po pierwszym mandacie. Jechałam za szybko o 29 km.Zapłaciłam 3 400 koron. To dla mnie był wtedy majątek!

Nie można było z policją ponegocjować?
Mowy nie ma! Po pierwsze obraz z radaru natychmiast jest w bazie, a po drugie jakakolwiek "propozycja" to od razu dodatkowe przestępstwo, za które idzie się pod sąd. Bardzo są na tym punkcie wyczuleni.

Mandaty są zawsze tak wysokie?
W zależności od przekroczenia prędkości, od 1,5 do 4 tys. koron. Ma się miesiąc na zapłacenie mandatu, a jeśli ktoś się zagapi, to sprawę z automatu przyjmuje komornik. Zresztą mandat, to i tak dobrze, bo jeśli przekroczenie prędkości jest znaczne - a na drodze o prędkości do 50 km to może być już 20 km przekroczenia - to nie tylko odbierają prawo jazdy, ale sprawa trafia do sądu. Tam można dostać grzywnę nawet do 150 tys. koron (przy średnim zarobku ok. 20 tys.) i stracić prawo jazdy nawet na 3 lata, przy czym po roku i tak trzeba zrobić kurs od nowa. To bardzo utrudnia życie, bo w Szwecji są tereny słabo zaludnione i słabo skomunikowane. Bez prawa jazdy jest się po prostu uwięzionym w domu, albo zdanym na cudzą łaskę.

Dość szybko odbierają prawo jazdy!
Bardzo. Można je stracić prawie za wszystko, nie tylko za prędkość, ale też za przejazd na czerwonym świetle, wyprzedzanie na przejściu, na trzeciego, na ciągłej linii, za zignorowanie stopu, za notoryczne wykroczenia, za wymuszenie pierwszeństwa na pasach - pieszy podchodzący do przejścia ma absolutne pierwszeństwo - i za tzw. niewłaściwe zachowanie na drodze, czyli, jak gdzieś wyczytałam, np. za bójkę na drodze. Oczywiście za promile też. Prawo jazdy zabierają od ręki i bez dyskusji.

Rozumiem, że kary uczą pokory.
Nie tylko. Pokory uczy kurs na prawo jazdy. Jest drogi (od 18 do ponad 30 tys. koron), może długo trwać, bo to niby 120 godzin nauki, ale o tym, czy przystąpisz do egzaminu, decyduje twój instruktor. Jeśli źle jeździsz, wykupujesz kolejne lekcje. Egzamin jest trudny. Oprócz komputerowych testów i jazdy w ruchu są jeszcze symulacje. To one tak naprawdę uczą rozsądku. Pierwsza polega na hamowaniu na śliskiej nawierzchni z różną prędkością. To nie tylko uczy wychodzenia na prostą, ale pokazuje, jak kilka kilometrów prędkości więcej przekłada się na długość drogi hamowania. Jest też symulacja zderzenia. To tylko 7 km na godzinę na pochylni, ale czujesz, że gdyby nie pasy, to wyfruwasz ze skręconą szyją. No i wywrotka, czyli symulacja dachowania. Trzeba się uwolnić z pasów bezpieczeństwa, wisząc głową w dół.

Dość ryzykowne!
Nie, te symulacje są pod pełną kontrolą. Ale dzięki nim znika złudne przekonanie, że wypadki zdarzają się innym, a nie mnie. Rozumiesz, że jeśli zderzenie przy 7 km tak tobą targa, to skutki wypadku przy prędkości 100 km na godzinę mogą być naprawdę tragiczne. To wyostrza wyobraźnię, wiesz już, że nie jesteś wszechmogący i wystarczy chwila, żeby okazało się też, że nie jesteś nieśmiertelny.

Fot: Dziennik Zachodni

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polska coraz bardziej rowerowa

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Motofakty
Dodaj ogłoszenie