Łap Pan okazję, póki jest

Filip Springer
Fot. Marcin Oliva Soto
Fot. Marcin Oliva Soto
Autostop zmienia oblicze, lecz nie znika z krajobrazu polskich dróg. O tym, jak po dwudziestu latach prawdziwej wolności ma się symbol wolności reglamentowanej.

Fot. Marcin Oliva Soto
Fot. Marcin Oliva Soto

Dlaczego miałbym pana zabrać? - pyta miły pan w garniturze na jednej ze stacji benzynowych gdzieś pod Szczecinem. Jego samochód to klimatyzowane cud-marzenie zmierzające na południe. Tam, gdzie ja. - Bo podróżuję autostopem przez całą Polskę, a pan jedzie akurat tam, gdzie ja - odpowiadam szczerze. - Kup se pan bilet na pociąg - powie, zanim trzaśnie drzwiami i odjedzie z piskiem opon.

 

"Ty taki owaki" myślę sobie w duchu i ruszam pytać dalej. Będę tak pytał przez następne dwie godziny.

 

Wolność na kartki

Kiedyś to było - chciałoby się powiedzieć, gdyby tylko się pamiętało czasy, w których autostop w Polsce był powszechnym środkiem komunikacji wakacyjnej. Mniej było samochodów, więcej autostopowiczów, a system działał jakby sprawniej. O sytuacji, jaka spotkała mnie pod Szczecinem, nie mogło być mowy. Pajaców w odpicowanych samochodach było jakby mniej, więcej natomiast tych, którzy otwierali drzwi swoich polonezów, wartburgów i syrenek.

 

Tak przynajmniej można wyczytać z książek. Przede wszystkim autostopem podróżowali Duduś Fąferski i Poldek Wanatowicz, bohaterowie "Podróży za jeden uśmiech" Adama Bahdaja. Oczywiście od dnia ukazania się książki każdy chciał być bardziej Poldkiem niż Dudusiem. Także dlatego, że to właśnie Poldek wpadł na szaleńczy plan dostania się autostopem nad polskie morze. I to bez książeczek autostopowicza! Już pierwsza próba złapania okazji w ten sposób musiała się skończyć ucieczką w przydrożne krzaki. Potem przygód było więcej.

 

W PRL-u autostop stał się więc symbolem reglamentowanej wolności. "Bóg chciał, jak to się mówi, ale ile w tym prawdy, że za przejazdem kolejowym złapałem wóz. (…) Kierowca był w złym humorze, nie da się ukryć. Nawet nie miałem czasu spróbować go rozbawić, rozweselić jakąś opowiastką, bo już musiałem wysiadać. Była krzyżówka w środku lasu i nasze drogi tu się rozchodziły. Mnie drżał głos i jemu drżał głos, ten sam, który przed chwilą bluzgał przekleństwa. Naprawdę niesamowite to było i zupełnie nie wiem, na czym polegało.

 

Podaliśmy sobie ręce i, już nic więcej nie mówiąc, popatrzyliśmy na siebie przez krótką chwilę, tyle, ile można wytrzymać" - pisał w kultowej "Siekierezadzie" jeszcze bardziej kultowy w tamtych czasach Edward Stachura.

 

Autostopem podróżował też w swojej młodości pełnej buntu Andrzej Stasiuk. Zamiłowanie do tej formy transportu najwyraźniej mu zostało. Nagrodzona Literacką Nagrodą Nike książka "Jadąc do Babadag", choć pisana już w wolnej Polsce, opiera się w dużej części na refleksjach pisarza z jego autostopowej podróży przez Polskę, Słowację, Rumunię i Węgry.

 

Jednak żadna książka nie powie nam tyle o autostopie tamtych czasów, co książeczka autostopowicza. Z tym dokumentem wyruszali w swoją podróż wszyscy miłośnicy łapania okazji. - Kupowało się to za grosze w centrali PTTK. W środku były kupony, które autostopowicz dawał kierowcy za podwózkę - wspomina Krzysztof Wierciński, 30 lat temu hipis, dziś prezes niewielkiej firmy informatycznej - odpowiednią ilość takich kuponów można było wymienić na "atrakcyjne" nagrody.

 

Co ciekawe, książeczki nie umarły wraz z poprzednim systemem. Oficjalnie wycofano je z użycia dopiero w 1997 roku.

 

Brodatych nie biorą

Być może gdybym miał kupony na papier toaletowy, kierowcy pod Szczecinem byliby łaskawsi. Ale nie są. I tak jest dziś w całej Polsce.

- Łapanie stopa w pojedynkę jest dziś trudne - przyznaje Jacek Chrzanowski, student. - Ja podróżuję w ten sposób tylko z moją dziewczyną. Wtedy jakoś to idzie. Gdy łapię stopa sam, nieraz zajmuje mi to kilka godzin.

 

Chrzanowski przyznaje, że o wiele łatwiej jest złapać okazję przy okazji i w pobliżu wielkich plenerowych imprez, takich jak festiwal w Węgorzewie czy Przystanek Woodstock w Kostrzynie nad Odrą.

- Kierowcy wiedzą, że nie jesteśmy mordercami z siekierą w plecaku i chętniej się zatrzymują. Trzeba być tylko w miarę czystym i ogolonym. Według doświadczeń Chrzanowskiego tylko zgolenie zarostu skraca czas oczekiwania na poboczu o kilkadziesiąt minut. - Nie lubią brodatych - śmieje się.

 

Mimo to poznański podróżnik Maciej Pastwa uważa, że autostop to nadal najlepszy sposób transportu w czasie wakacji. I nie dlatego, że jest to sposób najtańszy. - Przejechałem na stopa całą Europę, część Ameryki, Australii i Nowej Zelandii. Możliwość spotkania ciekawych ludzi to chyba największa zaleta takiej formy podróżowania. I często kończyła się bezpłatnym noclegiem w przyzwoitych warunkach - śmieje się Pastwa.

 

Dziś podróżowanie autostopem po Europie wymaga sporej wiedzy na temat zwyczajów panujących w konkretnych krajach. W tych, w których są autostrady, łapanie okazji dozwolone jest tylko na stacjach benzynowych. W Rumunii, Mołdawii i na Ukrainie autostop nie jest bezpłatny, grzecznościowo należy kierowcy ofiarować trochę pieniędzy i mniejsze znaczenie ma kwota, większe sam gest, bez którego podwiezienie może zakończyć się karczemną awanturą. Polacy wracający zaś z Wysp Brytyjskich często skarżą się, że podróżowanie tam autostopem jest niemal niemożliwe.

 

- Próbowałem to robić w Irlandii, ale szybko dałem sobie spokój - mówi Chrzanowski. - Pobocza są tam zbyt wąskie, by jakiekolwiek auto chciało się zatrzymać, ruch olbrzymi, a ci, którzy jednak zdecydowali się mnie zabrać, przez całą drogę nie mogli wyjść ze zdumienia, dlaczego nie jadę pociągiem albo autobusem - wspomina.

 

Co ciekawe, akurat Irlandia jest krajem, w którym autostop powinien być znany. Zanim Zielona Wyspa stała się ekonomicznym tygrysem, ta forma podróżowania, przede wszystkim z racji na koszty, była tam najpowszechniejsza. Być może ekonomiczny kryzys, w którym pogrąża się kraj, przypomni Irlandczykom dawne czasy.

 

Gwóźdź do trumny

Czy jednak autostop ma się w dzisiejszej Polsce i Europie aż tak źle? Po dwóch godzinach udaje mi się w końcu wsiąść do zdezelowanego fiacika i dotrzeć aż do Jakuszyc w Karkonoszach. Wiezie mnie Paweł, ma na oko 45 lat i na ucho zamiłowanie do techno. Dlaczego mnie zabrał? - Sam kiedyś jeździłem, wiem, co to znaczy czekać kilka godzin, aż ktoś się zatrzyma - mówi.

 

Autostop w XXI wieku przybrał nowe oblicza. Likwidacja połączeń kolejowych i autobusowych między mniejszymi miastami zmusiła ich mieszkańców do szukania sobie alternatywnych środków transportu. Jednym z nich jest właśnie autostop. Tutaj jednak wszyscy się znają, przynajmniej z widzenia, i łapanie okazji nie sprawia tyle kłopotu co na długich dystansach.

Z pomocą miłośnikom łapania okazji przychodzi też internet.

 

Dziś w sieci działa kilka portali autostopowych, które umożliwiają złapanie stopa jeszcze przed wyjściem z domu. System kontaktuje osoby jadące samochodem w konkretne miejsce Polski czy Europy z tymi, którzy też się tam wybierają, ale nie mają środka transportu. Takie rozwiązanie zwiększa bezpieczeństwo (na portalach trzeba podać swoje prawdziwe dane osobiste i kontaktowe) i ułatwia podróż.

 

O tym, że autostop w Polsce nie zginie, świadczy też popularność książki "Prowadził nas los" autorstwa Kingi Choszcz i Radosława Siudy. W październiku 1998 wyruszyli oni w pięcioletnią podróż autostopową dookoła świata. Po powrocie otrzymali prestiżową nagrodę podróżniczą - Kolosa. W 2006 roku Kinga zmarła w Akrze na malarię mózgową, przed śmiercią zdążyła jeszcze wykupić z niewoli nastoletnią dziewczynkę.

 

- Jej postać jest dla wielu autostopowiczów wzorem do naśladowania. Bo przecież Kinga była symbolem wolności i tych marzeń, które tkwią w głowie każdego z nas - uważa Maciej Pastwa - trzeba o nich pamiętać. I trzeba jeździć.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Pirat drogowy w Lublinie

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na motofakty.pl Motofakty
Dodaj ogłoszenie