Ford Thunderbird ’65

Rafał Radzymiński
Udostępnij:
Nikt nie odważył się tak zamaszyście projektować samochodów, jak Amerykanie cztery dekady temu. I tak jak wtedy, ich karoserie szokują równie mocno dzisiaj.

Ford Thunderbird ’65

Podwójne reflektory i zderzaki z kłami
Fot. Michał Dąbrowski

O ile Mustang miał być autem sportowym bez żadnych kompromisów, Thunderbird
z założenia miał łączyć cechy samochodu sportowego i luksusowego. Ulicami
Olsztyna przemknie czasem czarne, potężne, ponad 5-metrowe "fordzisko".
Swoje objawienie zwiastuje jednak nie gabarytami a rykiem 300-konnego silnika.
Kiedy Dominik Krzemieniewski, właściciel 38-letniego Thunderbirda, kupował
go, dociekał, czy w owym Fordzie nie trzeba poprawić nadzwyczaj głośnego
układu wydechowego. - Właśnie tak ma chodzić - zapewniał go sprzedawca.
Kierownica na bok
Z Thunderbirda na wolnych obrotach wydobywa się potężny bulgot charakterystyczny
dla olbrzymich, amerykańskich, 8-cylindrowych silników. Każde wciśnięcie
gazu sprawia wrażenie, jakby startowała rakieta. Samochodziarze śmieją
się, że wówczas wytwarza się wir w baku, a już na pewno "uwalnia się" z
niego jakieś pół litra paliwa.
Kosmiczne jest też wnętrze auta. Futurystyczne kształty deski rozdzielczej
i tylnych kanap niczym nie sugerują, że mamy do czynienia z pojazdem z
połowy lat 60. Fotel kierowcy reguluje się elektrycznie, podobnie jak wszystkie
szyby w drzwiach, opuszczane razem ze słupkami.
W wyposażeniu jest również klimatyzacja i stereofoniczny radioodbiornik.
Jest też inny gadżet, który dopiero dzisiaj montuje się w luksusowych wozach:
kiedy wysiada się z auta, kierownicę można odchylić tak, aby nie zawadzić
o nią kolanami - w prawo i nieco do góry.


Ford Thunderbird ’65

Fot. Michał Dąbrowski

Oblężenie pod sklepem
Dziwne są także tylne kierunkowskazy. Pod kloszem lampy kryje się sześć
niezależnych żarówek. Przy włączonym kierunkowskazie migają jedna po drugiej
w tym kierunku, w którym skręcamy. Na przednich błotnikach są zaś malutkie
kontrolki, które pokazują siedzącemu za kierownicą, czy migają kierunkowskazy.
Reszta to standard dla klasycznych "amerykanów". Grube na 20 cm drzwi,
olbrzymi płaski bagażnik, 6,4 litra pod maską i 30 litrów paliwa na każde
100 kilometrów przejechanych w mieście, przy zbiorniku o pojemności zaledwie
60 litrów. Ale przechodniom bardziej chyba zależy, żeby auto stało gdzieś
w publicznym miejscu. Mogą wówczas do woli podziwiać wręcz artystyczne
kształty niemal każdego elementu karoserii.
- Kiedyś zaparkowałem pod hipermarketem. Kiedy wróciłem, do samochodu
musiałem przebijać się przez tłum gapiów - dodaje Dominik Krzemieniewski,
dla którego Ford stał się uzupełnieniem kolekcji starych Mercedesów.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polska coraz bardziej rowerowa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Motofakty
Dodaj ogłoszenie