Autostradowy rekord?

Piotr Polowy - Express Ilustrowany
Fot. Dorota Jankiewicz
Fot. Dorota Jankiewicz
Udostępnij:

Choć robotnicy mają po srogiej zimie i kapryśnej wiośnie miesiąc opóźnienia, to i tak prawdopodobnie pobiją pod Łodzią międzynarodowy rekord w szybkości budowania autostrad.
 

 

W ciągu 15 miesięcy mają oddać 60-kilometrowy odcinek trasy A-2 z Dąbia do Strykowa. Jeśli tak się stanie, to prawdopodobnie już w grudniu będziemy mogli wjechać na autostradę.

 

Fot. Dorota Jankiewicz
Fot. Dorota Jankiewicz

- Prace ruszyły w końcu sierpnia ubiegłego roku, a zakończenie inwestycji planowane jest na koniec listopada 2005 roku. Nikt jeszcze w Polsce i w Europie tak szybko nie budował autostrady. Pracujemy na 3 zmiany - mówi inż. Piotr Palmowski, zastępca dyrektora Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych w Łodzi.

 

W śniegu i deszczu

 

Nasz rozmówca nie ukrywa, że czas realizacji robót jest niefortunny. Obejmuje dwa okresy zimowe i praktycznie umożliwia wykonywanie prac tylko przez 10 miesięcy. Fachowcy twierdzą, że nikt nie zdziwiłby się, gdyby wspomnianą inwestycję realizowano przez 22 miesiące.

 

- Do końca marca mieliśmy zimową aurę, a później zaczęły się roztopy. Co najmniej przez tydzień wykonawcy walczyli z wodą. Jednak nie można było kontynuować robót drogowych, zanim nie minął okres deszczowy - twierdzi inżynier Palmowski.

 

Prace trwają na trzech odcinkach: 16-kilometrowym z Dąbia do Wartkowic, 24-kilometrowym z Wartkowic do Emilii oraz 18-kilometrowym z Emilii do Strykowa. W sumie inwestycja pochłonie około 150 mln euro (w 80 proc. fundusze pochodzą z Unii Europejskiej, w 20 proc. z budżetu państwa). Najdroższy będzie oczywiście odcinek najdłuższy Wartkowice - Emilia. Jego koszt to 57,1 mln euro.

 

Epoka gierka wychodzi bokiem

 

Oprócz pogody prace utrudniały niespodzianki innego typu. Dotyczyły źle zinwentaryzowanych urządzeń podziemnych, które trzeba było przebudować.

 

- Okazywało się, że linia telekomunikacyjna znajduje się 30 m dalej niż na planie, albo że wodociąg, który miał mieć przekrój 100 mm, ma w rzeczywistości 160 mm. Napotykaliśmy też na podkłady azbestowe pod wodociągami, które nie powinny się tam znaleźć - wylicza dyr. Palmowski. - W latach 70. ubiegłego wieku, podczas tak zwanego gierkowskiego przyśpieszenia, nikt się nie przejmował podobnymi sprawami. Teraz ten bałagan wychodzi nam bokiem.

 

Dodatkowym problemem są nienośne grunty, które nie sprzyjają budowie dróg. Trzeba je wzmacniać.

 

Pojedziemy jak po stole?

 

Koszt kilometra łódzkiej autostrady wynosi średnio 3 mln euro. Tymczasem na Zachodzie za podobny odcinek trzeba zapłacić dwa razy więcej. Skąd ta różnica? Czy nie wpłynie ona na jakość krajowej inwestycji?

 

- W żadnym razie! Nie mamy się czego wstydzić. Dotyczą nas europejskie normy jakościowe - zapewnia inż. Palmowski. - Różnica w cenie wynika z kilku powodów. Po pierwsze u nas są tańsze materiały i siła robocza, a ryzyko związane z budową ponoszą wykonawca i inwestor. Natomiast na Zachodzie, a także w Polsce, ale przy systemie koncesyjnym, tylko wykonawca. To podnosi koszty, bo on musi się ubezpieczyć, najczęściej bierze także długoterminowy kredyt.

 

Trasa A-2 ma być równa jak stół. Na powstającym właśnie 60-kilometrowym odcinku ma znajdować się 90 obiektów inżynierskich. Na odcinku Wartkowice - Emilia będzie 19 wiaduktów i 10 mostów, jeden MOP (Miejsce Obsługi Podróżnych) oraz węzeł umożliwiający dostanie się na autostradę i zjechanie z niej (w Wartkowicach). Na odcinku Emilia - Stryków przewidziano trzy węzły autostradowe (w Emilii, Piątku i Strykowie), 17 wiaduktów, 2 mosty, MOP oraz 13 przejść gospodarczych. Z kolei na trasie z Dąbia do Wartkowic ma znaleźć się 9 wiaduktów i 3 mosty oraz jeden MOP.

 

Most dzieli staw i ludzi

 

Najwięcej kontrowersji wśród okolicznych mieszkańców wzbudził trzyprzęsłowy stalowy most w Ciosnach. Kosztował 2 mln euro. Przecina staw rybny, ulubione miejsce łódzkich i zgierskich wędkarzy. Wkrótce po obu stronach drogi w tej okolicy będą parkingi, a ekrany akustyczne mają być ustawione na odcinku prawie 9 metrów.

 

- Wywalili most jak na Wiśle, zamiast przesunąć go o jakieś 200 metrów w stronę pól. Byłoby taniej i nie zeszpeciliby okolicy. Taki ładny zakątek tu był! - złości się Wiesław Janaszewski, który nad staw przyjeżdża od kilku lat.

 

- I będę tu przyjeżdżał nadal, bo gdzie żyje w naturalnych warunkach tyle płoci, pstrągów, karpi i sumów co w Ciosnach?

 

Obaw nie kryje też właścicielka stawu Bożena Kubiak. - Nie chcieliśmy z mężem tego mostu. Pisaliśmy listy do ministerstwa, ale nic nie wskóraliśmy. Teraz ludzi przyjeżdża do nas trochę mniej, bo poszła fama, że stawu nie ma. Ale na szczęście pozostał. Mam tylko nadzieję, że ekrany będą tłumić hałas z drogi, a woda nie zostanie zanieczyszczona - mówi.

 

Drogowcy pracujący przy budowie dróg od wielu lat mają inne zdanie na temat mostu.

 

- Za Gierka zasypalibyśmy kawałek stawu i być może mostu nie trzeba by w ogóle budować... - twierdzą.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Minister Anna Moskwa o polityce klimatycznej i o energetyce

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Motofakty
Dodaj ogłoszenie