Andrzej Markowski: Zmieniło się coś w naszym funkcjonowaniu na drodze

Damian Dragański AIP
Fot. Jacek Smarz
Fot. Jacek Smarz
Wielu Polaków podczas wakacji własnymi samochodami wybrało się za granice, gdzie kierowcy, np. w Anglii, jeżdżą wolniej i spokojniej. Czy podróże kształcą i polski kierowca będzie po polskich drogach poruszał się bezpieczniej? - J

Fot. Jacek Smarz
Fot. Jacek Smarz

Jeśli ktoś takiemu kierowcy powie, że jest frajerem, bo jeździ inaczej, to taka osoba zapomni, jak się jeździ za granicą i dostosuje się do ogółu - powiedział w rozmowie z Agencją Informacyjną Polska Press (AIP) psycholog ruchu drogowego Andrzej Markowski.

Zauważył pan zmiany w zachowaniu kierowców po wprowadzeniu ostrzejszych przepisów ruchu drogowego w maju?

Nie zauważyłem nagłego zmniejszenia prędkości. Mimo to u nas w ciągu ostatnich lat sporo się zmieniło. Liczba wypadków śmiertelnych spadła o połowię i to nie dlatego, że mamy lepsze drogi. Zmieniło się coś w naszym funkcjonowaniu w ruchu drogowym. Dorastamy jako społeczeństwo obywatelskie, gdzie podstawą jest współdziałanie. Oczywiście idzie to z trudem, ale powoli zostaje wypierana zasada, że moja wartość opiera się na tym, ile osób uda mi się zgnoić.

Agresja jest cechą polskich kierowców?

Agresja niejedno ma imię. Agresja to niekoniecznie świadomy sposób dołożenia komuś, żeby poczuć się lepiej za prawdziwe czy urojone krzywdy. Agresywne są osoby z syndromem MadMaxa, czyli kierowcy pędzący na drodze. Agresywna jest także osoba, która ma syndrom wychowawcy. Kiedy zobaczy, że np. kierowca ciężarówki będzie jechał za szybko, będzie zajeżdżać mu drogę, żeby ten zwolnił. Agresja dotyka także kierowców z syndromem słodkiej idiotki. Znają oni przepisy, ale uważają, że ich nie dotyczą. Dlatego tacy kierowcy np. zastawiają bramę mimo zakazu. Na uwagi odpowiadają z rozbrajającym uśmiechem: "A tu stanąć nie można?". Agresywne jest także, kiedy chce się odzyskać do siebie szacunek. Dotyczy osób ze wzmożonym lękiem. W każdej sytuacji życiowej ktoś taki jest mały, ale na drodze, wciskając pedał gazu, może się dowartościować. Polscy kierowcy nie są z sami siebie agresywni, oni zachowują się tak, jak zachowuje się otoczenie. Wystarczy, że przekroczą zachodnią granicę i zaczynają jeździć spokojniej.

W swoich badaniach dla PZU wspomniał pan, że agresja na drogach jest charakterystyczna dla państw w okresie rewolucji.

To charakterystyczne dla społeczeństw, które wychodzą z systemu totalitarnego lub autorytarnego. Ostatnie lata potwierdziły, że jesteśmy w systemie autorytarnym. Mam na myśli relacje międzyludzkie. Wiele dość prymitywnych osób zajmuje różne stanowiska, np. urzędnicze. Mają one potrzebę pokazania, że coś od nich zależy, że o czymś decydują, a przecież to my, petenci, jesteśmy im potrzebni, żeby oni mogli funkcjonować.

W krajach bardziej rozwiniętych rozumie się, że dla ogólnego dobra trzeba ograniczyć pewne swoje swobody. To m.in. Niemcy, Wielka Brytania, kraje skandynawskiej, niektóre kraje południa Europy. W tych krajach funkcjonuje niepisana zdolność do stosowania się nawet do niewygodnych norm, ponieważ większość uznała, że należy ich przestrzegać, dlatego że są zasadne. My póki co tkwimy w tym, że norma nie służy życiu obywatelskiemu, ale jest narzucona i jest represyjna.

Dlaczego tak traktujemy normy?

Istnieje problem respektowania prawa przez wszystkich. Jeśli nie ma wyjątków, prawo jest przestrzegane. Jeżeli jednak celebryci czy politycy mogą łamać prawo lub jeździć na podwójnym gazie to znak, że w społeczeństwie są równi i równiejsi. Niestety, ale to u nas jest pielęgnowane, dlatego powoduje to wybiórcze traktowanie różnych norm. Inaczej jest, kiedy jakaś norma jest akceptowana przez moje otoczenie. Wtedy nie tylko mogę jej przestrzegać, ale nawet mogę jej bronić.

Polak, który jeździ własnym autem za granicę, po powrocie do Polski będzie jeździł jak kierowcy w krajach o większej kulturze jazdy?

Taki kierowca widzi, że można jeździć inaczej. Pytaniem pozostaje, co zrobi po powrocie. Jeżeli uzna, że w Polsce też tak można się poruszać, to możliwe, że nawet znajdzie naśladowców. Są na to przykłady. Przecież zmniejszenie liczby zabitych o 50 proc. nie wzięło się z niczego. Inaczej jeśli ktoś stwierdzi, że takie zachowanie to dowód na bycie frajerem. Wtedy taki kierowca, chociaż ma świadomość, jak jeździć się powinno, ulegnie otoczeniu i będzie upodabniać się do niego, żeby nie zostać uznanym za frajera.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Polacy ocenili rząd Tuska. Zaskakujące wyniki

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na motofakty.pl Motofakty